Starsza pani zamyka oczy, gdy trąbią samochody i powiewają chorągiewki. Dla niej miasto nigdy nie było czarnobiałe, tylko czerwonoszare.
Chłopcy robią inscenizację i próbują sobie wyobrazić, że torba była ciężka. Smarują twarz węglem, żeby wyglądała jak pokryta pyłem po bombie. Potem w szkole będą piątki z historii. Może. Dobrze, że mama wzięła aparat.
Starsza pani nie musi patrzeć. Poprawia firankę jak w rytualnym geście a potem zaprasza sąsiadkę na kawę. Pójdzie pani ze mną do brata? W sklepie na rogu są takie ładne lilie.
widzę go siedzącym na skale trochę jak Byron
w czarnym płaszczu, którego wiatr nie rozwiewa tak jakby tego chciał
myśli nad obandażowanymi niedawno dłońmi, że na kilka dni
przestanie rysować i zostanie mu tylko wyobraźnia, którą zaraz
zadziwi świat a mamie zostanie płakanie w niebie
podchodzę ale on mi tylko mówi, że tyle raz połykał jabłko, które staje w gardle
i zaciskał pięści z całej siły ale teraz to nie jego wina
w końcu i tak się nie zakrztusi, bo złość jest silniejsza
biorę go za rękę jak małego chłopca, choć to on jest starszy
za drugą trzyma go inna kobieta
rano telefon milczy siedem lat
15 VII 2009 r.
Ruszyła dorożka z kołami chichoczącymi. I trwał dziwny karnawał kamienic i chodników, w czarno - złotej masie pomieszanych, branych do tańca przez przechodniów. Na odymionych, drewnianych drzwiach opierały się rozmowy a potem kolejne przystanki dla dorożek.
I można by się bać, że to jak droga na bal u szatana. Ale jego nie było. I powóz zajechał pod dom.
26 IX 2008 r.
Antykwariat powoli umierał. Nie palił już papierosów, których zapach zdawał się być jak tapeta pod półkami. Skurczył się razem z miastem, podpierał laską, wyłysiał. Przestał kursować między sufitem a podłogą, żeby na chwilę opowiedzieć o wielkich i otworzyć jedne z setek sekretnych malutkich drzwi. Nie chciał emerytury ani renty, która wpychałaby go w stare okna i przyklejała milczące telefony. Miał zawsze otwarte, choć coraz mniej gości go odwiedzało. Nie potrzebował poduszek by kłaść pod nimi książki. Do końca narzekał na dzisiejszą młodzież.
30 XII 2008 r.
sobota, 21 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 172
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
"Jesteśmy jedni dla drugich pielgrzymami, którzy różnymi drogami zdążają w trudzie na to samo spotkanie." Antoine de Saint-Exupéry